Moja wycieczka po Izraelu dobiega końca. Wczoraj odbyłem ostatnie całodniowe seminarium. Najważniejszym wydarzeniem było dla mnie spotkanie z 18-letnią dziewczyną, która zapoznała mnie z izraelskim systemem wolontariatu.

W różnych gospodarstwach, które odwiedziłem, spotykałem 18-19-letnich wolontariuszy. Są to entuzjastyczni, a nawet hałaśliwi młodzi ludzie, ta młoda dama wyjaśniła mi jednak kilka kwestii.

W Izraelu obowiązuje obowiązkowa służba wojskowa dla wszystkich młodych ludzi. Istnieje jednak możliwość wyboru: jeśli młody człowiek woli poświęcić kilka lat na wolontariat, nie musi iść do wojska. W przeciwieństwie do programu Job Corps w Stanach Zjednoczonych, program ten jest stosunkowo mało uregulowany. Młoda osoba może w pewnym sensie zaplanować własną działalność wolontariacką zamiast odbywać służbę wojskową.

Najwyraźniej wielu z nich wybiera wolontariat na farmie. W rezultacie wiele z tych gospodarstw zatrudnia od 2 do 6 osób w wieku 18-19 lat, które obsługują maszyny, budują ogrodzenia, przycinają winnice, uczą się umiejętności pasterstwa i wszelkiego rodzaju prac fizycznych i praktycznych. Aby pokazać, jak inaczej myśli pokolenie Z, kiedy podczas seminarium zapytałem „co przyciąga młodych ludzi do rolnictwa?”, starsi ludzie odpowiedzieli „rentowność”, a 14-letnia dziewczyna siedząca w pierwszym rzędzie odpowiedziała „ekologia lecznicza”. To dobry znak na przyszłość.

Nie sądzę, aby ci wolontariusze otrzymywali wynagrodzenie (stąd termin „wolontariusz”, a nie „stażysta”, „praktykant” lub inne określenie), chociaż mogą otrzymywać pewnego rodzaju stypendium. Chodzi o to, że kultura zachęca młodych ludzi w okresie po ukończeniu szkoły średniej i przed rozpoczęciem nauki zawodu do wykonywania pracy fizycznej i nawiązywania kontaktu z ziemią.

To właśnie ci młodzi ludzie utrzymywali wiele gospodarstw rolnych podczas wojny (7 października), kiedy wielu rolników zostało powołanych do służby. W czasie wojny powołano 5 procent ludności Izraela; dla porównania, odpowiadałoby to 15 milionom obywateli Stanów Zjednoczonych. Było to ogromne obciążenie dla wszystkich.

W Stanach Zjednoczonych nie ma silnej etyki wolontariatu wśród młodzieży. Kiedy Amerykanie mówią o wolontariacie, najczęściej mają na myśli emerytów szukających sensownego zajęcia. Ale wyobraźmy sobie, że znalezienie sensownego zajęcia byłoby wpajane młodym ludziom, tak aby wchodząc w dorosłość, mieli oni wspomnienia tego, co faktycznie oznaczało dostarczenie na stół kiści winogron lub kotleta jagnięcego.

Stany Zjednoczone nie mają takiego punktu wyjścia, aby przygotować licealistów do wdzięczności i zrozumienia w dorosłym życiu. Jesteśmy pobłażliwi do granic nadużycia. Kiedy myślę o samobójstwach nastolatków i problemach ze zdrowiem psychicznym, nie mogę przestać się zastanawiać, czy gdyby każdy Amerykanin poniżej 20 roku życia był zobowiązany poświęcić dwa lata swojego życia na rzecz społeczeństwa, wykonując ciężką pracę, czy nie wprowadziłoby to więcej pokory do życia. Niezależnie od tego, czy jest to służba wojskowa, czy praca fizyczna, taki okres stanowi preludium do osobistych osiągnięć, poczucia własnej wartości i bliskich przyjaźni, które naturalnie rozwijają się w wyniku intensywnego wolontariatu.

Co ciekawe, spotkałem się już tutaj z wieloma gospodarstwami, które zapewniają platformę do terapii emocjonalnej. Wiele z nich to gospodarstwa zajmujące się leczeniem zespołu stresu pourazowego (PTSD). Coś w dotykaniu ziemi lub spędzaniu dnia na opiece nad zwierzętami ponownie łączy ścieżki emocjonalne prowadzące do uzdrowienia. W mojej książce „YOUR SUCCESSFUL FARM BUSINESS” jednym z przyszłych przedsięwzięć rolniczych, które przewidziałem, było coś, co nazwałem „gospodarstwem terapeutycznym”. Po raz pierwszy zetknąłem się z nimi na dużą skalę w Holandii.

Od problemów fizycznych po psychiczne, społeczeństwo robi wszystko, aby NIE umieszczać nikogo w instytucjach, ale umieszczać ludzi w miejscach, gdzie mogą się rozwijać jako część zespołu. Być może jednym z największych wkładów, jaki mogą wnieść dobre gospodarstwa rolne, jest stworzenie schronienia dla osób cierpiących. Oczywiście najlepsze do tego są gospodarstwa, w których hoduje się różnorodne rośliny i zwierzęta, nie stosuje się chemikaliów, pachnie ładnie i jest pięknie.

Podsumowując, szanuję każdą kulturę, która przykłada wagę do tego, aby młodzi ludzie wkraczali w dorosłość z szacunkiem dla ciężkiej pracy i tego, co trzeba zrobić, aby zapewnić sobie pożywienie, a także bronić tych, którzy je zapewniają.