Na str 275, hasło ryby:
Zawsze mnie korciło, żeby na powierzchni stawu umieścić przesłonięty pojemnik wypełniony wnętrznościami kurczaków – na przykład wielką balię. Rozkładające się resztki przyciągnęłyby muchy, a te złożyłyby jaja, z których wyklułyby się larwy.
Przez dziurawe dno takiej balii larwy przedostawałyby się do wody, stając się pożywieniem dla żyjących w niej ryb oraz innych stworzeń. Jeśli kiedykolwiek zrealizuję ten pomysł, nazwę go „Grub Tub”, czyli Wanną Pełną Żarcia.
Kiedy człowiek raz zacznie podążać tą ścieżką, szybko się przekona, że możliwości są nieograniczone. Wystarczy tak zorientować swoją percepcję, aby myśleć na małą skalę, uwzględniać zachodzące w środowisku relacje oraz unikać szablonów.
Na hasło "robaki" znalazłam kilka fragmentów np:
str 192
Fot. 1. Eggmobile (nasze mobilne kurniki) podążające za krowami, tak jak dawniej ptactwo szło na dzikich preriach w ślad za bydłem. Kury nioski grzebią pazurami w krowich odchodach, wydziobując larwy much, zjadają także obecne w nich pasożyty. Chodząc po pastwisku, rozprowadzają równomiernie obornik na całym terenie, służąc za wspaniały, całkowicie ekologiczny środek dezynfekujący glebę. Ponadto dieta kur poszerzona o koniki polne, świerszcze, rozmaite robaki i inne bogate w białko zwierzęta, wzbogacona w liczne składniki odżywcze, zabarwia żółtko jaj na piękny, głęboko żółty kolor. [Zdjęcie wykonała Rachel Salatin.]
Na hasło dżdżownice pokazuje się 11 fragmentów również pokazujących wzajemne relacje.
Te hasła łączą się ze sobą.
str 10
Kurczaki wtedy ledwie nadążają za własnymi nogami. Najpierw trzeba wydłubać dżdżownicę, potem przegryźć koniczynką. A tam leży krowi placek – wybornie dojrzały, kuszący dziesięcioma larwami atłuściutkich much, czekających na schrupanie. Ale wcześniej, po drodze pojawia się inna okazja – konik polny. Znajduje się w zasięgu wzroku, więc żal nie skorzystać.
Koniecznie
trzeba go teraz dopaść! Musze larwy mogą poczekać kilka minut. Na drodze do smakowitego konika jest jeszcze jeden gość – świerszcz. Milknie nagle i zastyga w bezruchu, z nadzieją, że ta mała czerwona kura jednak go przeoczy i popędzi dalej. Niestety, ma pecha, bo apetyt wyostrzył jej zmysły do granic możliwości. Chwyta w locie świerszcza i pędzi po konika polnego, aby ostatecznie zatrzymać się nad krowim plackiem, wydziobując z niego larwy much tak szybko, jak tylko zdoła. Po chwili dołączają do niej pozostałe kurze koleżanki i łapczywie pochłaniają pyszne pędraki. Co za rarytas! W ciągu zaledwie kilku sekund ten zacny deser w postaci krowiego placka jest już nieźle przetrzebiony, a kury ruszają dalej, aby sięgnąć po swoją codzienną poranną porcję świeżej zieleniny.
Każdego popołudnia robię to samo dla krów – przeprowadzam nasze stado w inne miejsce, gdzie korzysta ono z nowego wybiegu oferującego również im smakowity bar sałatkowy. Mmmmm…